2012-01-23 21:59:21
.
M. się mnie zapytał czy byłabym szczęśliwsza gdybyśmy byli zaręczeni.

Głupie pytanie. Wiadomo. 

Nie odpowiedziałam mu, tym bardziej, że nie wiem czy rzeczywiście dobrze by było bym mu odpowiadała. Oraz dlatego, że nie jestem pewna czy on chciałby usłyszeć prawdę. A po trzecie, że była to część dłuższej rozmowy, która rozpoczęła się od czegoś zupełnie innego - rozmawialiśmy o kościele i grzeszności (związaną z życiem intymnym) - dlatego, że byliśmy w weekendowych odwiedzinach w mega katolickim domu (gdzie m.in. spaliśmy oddzielnie) i od tego się zaczęło.

Poza tym nie byłam przygotowana na takie pytanie. I mnie zatkało. Czuję, że on o tym jeszcze nie myśli, albo że może i myśli ale w kontekście bliżej nieokreślonej przyszłości. 

Spotkałam ostatnio dwoje dzieci. Malutkich. Stwierdzam, że nic - absolutnie nic -na ich widok nic mnie nie rusza, bawię się z nimi dlatego, że chcę być miła ale nieszczególnie jest to twórcze i fajne i raczej robię to na prośbę rodzica a nie z własnej inicjatywy. Powiedziałabym, że większą ekscytację niemowlakami przeżywałam w późnych latach nastoletnich. Jako więc, że nie planuję na razie własnych, ślub nie jest mi aż tak bardzo potrzebny. Na dziś wystarczyłoby mi, żeby M. powiedział mi, że mnie kocha. A pierścionek? Nie wierzę, że mógłby mi go dać. I tak jestem szczęśliwa.




skomentuj (3)

2012-01-09 20:46:44
.
Między nami jest znów sielankowo. Byliśmy na super randce i było miło.

Myślałam o mojej niepewności i panice - bardzo dużo, bo niepokoi mnie to bardzo. DLACZEGO tak reaguję? Przecież było mi to obce w pierwszej edycji. Myślę, że dlatego, że wtedy [gdy mnie zostawiał] nie spodziewałam się najgorszego, a jednak stało się. Wtedy się pokłóciliśmy. Mimo, że to on był sprawcą, to ja czułam się podle. Potem przyszło najgorsze - rozstanie i moje cierpienie.

Mam nadzieję, że uda mi się pozbyć tych destrukcyjnych emocji. Tylko nie wiem jak. Może psycholog by pomógł...

Może kiedyś uwierzę, że już nie będę porzucona. Oraz że zły nastrój drugiej osoby może wynikać z losowych przypadków i jest normalne, nawet jeśli ten nastrój wpływa też na mnie, albo inaczej - odbija się na naszym związku.

skomentuj (0)

2012-01-03 15:32:42
.
M. krótko i lakonicznie przekazał, że druga strona także pozytywnie odebrała spotkanie i mnie. Więcej M. nie chciał mi powiedzieć a i ja nie drążyłam tematu, bo był Sylwester. Mamusia jednak wyraziła zaniepokojenie lub innej maści concern że tracą syna. Nie byłam przy tej rozmowie, więc jej nie przytoczę, a to, co mi powiedział M., ulotniło się, więc może sobie daruję kreację rzeczywistości i dialogu, chodziło jednak o następne kroki i zobowiązania. Mama M. nie jest zła, jest miła, może więc tylko westchnęła, że jej syn jest już dorosły i że kiedyś naprawdę odejdzie z domu.

Zabawa sylwestrowa była przednia, W sumie dzięki rozmowom podczas niej odkryłam How I met your mother i się wciągnęłam. Aż siedem serii przede mną :) Do tej pory byłam raczej serialoodporna, ale chętnie zmienię zdanie. Przy każdym z pierwszych siedmiu odcinków bawiłam się doskonale.

***

Gdy wracaliśmy od rodziców M., rozmawialiśmy sobie, a w zasadzie doszło do wymiany zdań i starcia. Każde z nas było obruszone. Nie można przypisać jednemu z nas winy, bo to była kłótnia z rodzaju docierania się. Właśnie mnie przedstawił swoim rodzicom (oraz siostrzeńcom, szwagrowi i siostrze), więc wykazał w pewnym stopniu poziom zaangażowania w naszą relację i tak powinnam to odbierać... a ja, nie mogąc wytrzymać milczenia i chwili po kłótni, zapytałam się czy chce się ze mną rozstać.


Jestem totalnym głupkiem. 

M. nic nie powiedział, ale wróciliśmy do tematu, tzn ja wróciłam i usłyszałam z wyrzutem, że przecież ludzie się kłócą, a ja od razu pytam się czy on chce się ze mną rozstać.

Mam jednak zadrę w sercu i jeszcze nie do końca mu ufam. Niby na co dzień czuję się pewnie w tym związku, ale wystarczy jeden incydent skutkujący obrażeniem, by moje poczucie pewności zmalało do zera. 

skomentuj (0)

2011-12-31 00:04:05
.
Poznałam rodziców M. Poznawaliśmy się wczoraj i dzisiaj. Oni są bardzo mili, nie wiem czemu M. mnie sukcesywnie straszył - albo przedstawiał ze złej strony. 

Po królewsku mnie nakarmiono. Nie zauważyłam ani odrobiny negatywnych emocji czy złej woli. Wręcz przeciwnie. Pierwsze koty za płoty. Na początku myślałam sobie: lepszy wróg poznany niż obcy wróg, ale teraz myślę, że mogłabym ich autentycznie polubić.

Ucieszyłam się gdy M. w końcu zaaranżował spotkanie, które planował mniej lub bardziej od kilku miesięcy - tzn, sam proces planowania trwał dwa dni, ale zamysł zakwitł w jego głowie już wcześniej.

Po jego telefonie i przyjęciu zaproszenia się zestresowałam.

Potem na chłodno pomyślałam, że nie mogę wyglądać jak uboga krewna i że będę na bank oceniana od stóp do głów. Przygotowałam swoją wizytę nawet w drobnych szczegółach, zawiozłam drobny prezent - żeby zrobić dobre wrażaenie na wstępie.

Jestem ciekawa przecieków od M. - licząc skrycie, że dobre wrażenie zadziałało w dwie strony.

***
cudne:




skomentuj (4)

2011-12-19 21:30:46
.
Od prawie dwóch miesięcy próbuję zeswatać swoją koleżankę z kolegą M. Na moje oko pasują do siebie jak ulał, nawet oboje są niscy [co dla niego z pewnością nie jest bez znaczenia]. Problem w tym, że on nic nie wie, tylko ona jest wtajemniczona. I ciągle jakoś się mijają.

Niestety on przez pracę lub jakieś-nie-wątpię-że-ważne egzaminy przegapia kolejne szanse poznania jej - może nawet szansę na miłość. Może ja też przegapiłam w swom życiu wiele szans - na randki chociażby - przez pracę, lenistwo, złą pogodę na zewnątrz...

Pewnie bym już dawno odpuściła temat zapoznawania, ale zależy mi na tym by dopiąć swego. Pamiętam bowiem jak to jest gdy jest się samemu, zwłaszcza gdy czeka się na miłość dłuższy czas. Zresztą on jej się bardzo podoba -pokazałam jego zdjęcie. 

Nie rozumiem, czemu w tym wielkim mieście, gdzie naprawdę trudno o fajnego faceta (bo jednak o fajną kobietę jest dużo prościej), ludziom nie chce się pomyśleć głową i przedstawić sobie dwóch osób, którzy z jakiś względów nie są z kimś związani.

skomentuj (7)

2011-12-12 22:33:37
.
Dziś zapukała do mnie Pani z WWF w sprawie obrony rysiów.

Zbierała fundusze. Powiedziała jednak, że i tak pewnie mnie to nie dotyczy, bo darczyńcy powinni być powyżej 25 roku życia.
Gdy powiedziałam, że jednak mnie to dotyczy, a pani się zdziwiła, poczułam się 5 lat młodsza albo jakby ktoś mnie zapytał o dowód przy zakupie alkoholu. 

skomentuj (5)

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!





księga
gości















Click for Warsaw, Poland Forecast

@Lily

linki

Rozrywka

abcd
cafe
dea
Chill...
balderdash
caramella
bajka
czak
Basiek
cloudy
Anulina
ani mru mru
Crazy

efgh
ejka
Frotka

ijk
kbx
issue
krystyna janda
januszkiewicz
klezmer
Japan-life

lłmn
magic-butterfly
lekko...
Mortella
Mrs Aggie

oprs
pocketgirl
skaf
sarah
sypialniane dialogi
so-so
sekretny
Pinch
pierzynka
Pierwsza-zona
Sistermoon

tuwv
wiara-niedzieli
wife
trzaskprask
warszawsky

xyz
Żydóweczka

archiwum

2011
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2006
grudzień

blog.pl

lay: Mortella